Opera u Qpisza


Sukces na rynku modowym to często efekt wieloleniej, ciężkiej pracy, Takiej drogi nie musiał przebyć jednak Robert Kupisz, który po niezwykle owocnych przygodach m.in. z tańcem i fryzjerstwem, rozpoczął etap projektanta. Już pierwsza kolekcja marki Qπш zdobyła ogromne uznanie wśród gwiazd (widać, że znajomości w świecie showbiznesu to kluczowy składnik ekspresowego sukcesu w tej branży), a późniejsze "orzełki" pokochała cała Polska.
1 grudnia, poprzedzony "aferą kurczącej się bawełny", cofania akredytacji, w industralnej hali  Soho Factory Robert pokazał swoją najnowszą (tradycyjnie z sezonowym wyprzedzeniem) kolekcję Opera na jesień/zimę 2015.



Opera nawiązuje do początku artystycznej przygody Kupisza. Praca w teatrze, perukarstwo, inspiracja kostiumami, przygotowania do premiery...

Tak więc w obskurnej hali na Soho, w scenografii, którą stanowiło logo marki ułożone z setek kawałków, pobitych luster, (przesądnemu Pablowi aż  niedobrze robiło mi się na myśl o ściągniętym przez kogoś na siebie nieszczęściu) przy widowni  tak licznej, że klaustrofobia powoli zaczęła zapuszczać we mnie swoje kiełki, zaczął się kolejny pokaz wielbiciela jazdy na rolkach.

Jest,idzie - Ola Zając otwiera najnowszy sezon w czyś dziwnym. To na pewno Kupisz?
Sylwetka trochę jak z taniego bieliźniaka, tescowego F&F.
Weszły też męskie bokserki i czarny t-shirt ze słynnej już bawełny.
Obserwując pierwsze sety zmęczenie dawało się coraz bardziej we znaki, a muzyka (Bolero Ravaela)  idelnie nadawała się do wprowadzenia mnie w stan drzemki. Wtedy wchodzą płaszcze. Z wrażenia kopnąłem nogą w moją perlage, którą postawili (na bogato) w pierwszych rzędach i resztka, nasyconej CO2 wody znalazła się na zamszowych (po minie oceniam, że zakupionych za niskoprocentowy kredyt) sztybletach, nieznanego mi człowieka, zajmującego miejsce obok.

Płaszcze, choć doprawdy zwyczajne, to wszystkie z tamtego wieczoru zyskały status mojej nowej miłości.
-Zamknij oczy kurwa, i tak ich sobie nie kupisz - krzyczała moja głowa.
Zabrał bym się też za spodnie - tradycyjnie z zamkami, tym razem na nogawkach.

Opera dopiero się zaczyna. Przedstawienie w niezwykle surowym tle, nieprzepełnione sztucznymi barwnikami tandety i szału,a jednak pełne tylu detali. Inteligentnie zmysłowa, wymagająca skupienia się na niej i poczucia deszczu emocji, który jakby oczekiwał od nas zrozumienia, aby go odczuć.
Robert próbuje opowiedzieć nam pewną historię, ale nie jest to opowieść tak dosłowna jak niegdyś u Galliano. Nie jest to też rosyjski balet, choć kożuchy te same co na moskiewskim Placu Czerwonym. Opera buduje napięcie, które jest nie wyraźne, jakby przyćmione, dla wielu niedostrzeżone i złudnie mdłe.


Z propozycjami Roberta mam zawsze ogromny problem - najbardziej przewidywalne, a jednak zawsze czymś we mnie trafią i czym prędzej zorganizował bym napad na miejscowy oddział Banku Pocztowego, wymieniając garderobę na tą, z metką od Króla Orzełków.

Opera to też dyskretnie przemycona nuta Gelem i Wanted, podkreślająca wierność Roberta do swoich fasonów. Ja tę Operę polubiłem, głównie dzięki autorskim tkaniną; karmelowej grze odcieni; "zimowym" ramoneską  i wspomnianych już płaszczom - Robert, ja chyba faktycznie zdziałam coś z tym Pocztowym.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz